piątek, 23 grudnia 2016

Rozdział 11

Louis 
Mam ochotę przypierdolić w ścianę.
Jestem tak zdenerwowany i przerażony, że z chęcią rozpieprzyłbym sobie rękę, aby tylko poczuć się lepiej. Śmieję się w duchu. Co za paradoks, ból sprawiłby u mnie lepsze samopoczucie. Ale w tej sytuacji nie mam już innych pomysłów. Reszta nie zależy ode mnie. Jestem, kurwa, bezsilny i niepotrzebny. Nie mam wpływu na to, co dzieje się teraz z Alex i doprowadza mnie to do szału.
Z Alex i dzieckiem.
Moim dzieckiem.
Początkowo, gdy siedziałem na tym pieprzonym szpitalnym korytarzu nie wierzyłem, że będę ojcem. Po kilku godzinach namysłu zaczyna to do mnie docierać. Byłem też rozczarowany postawą Alex. Powinna mi od razu powiedzieć, że jest w ciąży. Ciekawe ile o tym wiedziała. I czy gdyby nie bała się o życie naszego dziecka  w ogóle by mi o nim powiedziała. A może wiedziała o nim już przed zerwaniem i chciała oznajmić to w uroczysty sposób, ale nie zdążyła. Na samą myśl ściska mi się serce.
Nie mogę mieć do niej pretensji. Jest zagubiona, tyle rzeczy dzieje się na raz. A teraz jeszcze śmierć Zayna. Znam Alex na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że się za nią obwinia. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić w jakim stanie jest dziewczyna.
- Louis?
Podnoszę niechętnie głowę i spoglądam na Vicky. Widzę cienie pod jej oczami. Dziewczyna jest tu od samego początku, tak jak ja. Widać po niej już ogromne zmęczenie.
- Wyglądasz okropnie, proszę wróć do domu. Jak coś będzie wiadomo zadzwonię po ciebie.
Od razu kręcę głową. Nie ma możliwości, abym się stąd ruszył dopóki Alex się nie przebudzi. Muszę się upewnić, że wszystko z nią i dzieckiem jest w porządku.
- Zostaję - mówię twardo.
Vicky widząc, że nic nie zdziała, albo zwyczajnie nie mając sił na dalszą kłótnie, odwraca się na pięcie i wraca na swoje miejsce pod drzwiami sali. Przyglądam się jak siada na krześle, chowając twarz w dłoniach. Jest tak bardzo niepodobna do Alex. Co prawda mają takie same ciemnobrązowe włosy i błękitne oczy, ale gesty, ruchy albo nawet pojedyncze reakcje są zupełnie różne. Nie mówiąc już o charakterze i temperamencie. Victoria jest bardzo spokojna, opanowana, uprzejma i trochę wycofana. Za to Alex wszędzie jest pełno, nigdy nie wiesz, czego się po niej spodziewać. Równocześnie nieokrzesana, niezależna i lojalna. A za osoby, które kocha oddałaby życie.
I za to ją kocham.
Opieram głowę o zimną ścianę. Nienawidzę szpitali. Kojarzą mi się z samym cierpieniem i bezradnością. Pamiętam, gdy ostatni raz w nim byłem. Wtedy przywiozłem tutaj Alex, po tym jak jakiś facet pobił ją na ulicy. Nigdy tego nie zapomnę. Spędziłem wtedy prawie cały tydzień w szpitalu z niewielkimi przerwami. Nie potrafiłem zostawić jej samej, ale równocześnie nie umiałem się zmusić, aby wejść do jej sali. Byłem tam raz. I powiedziałem, żeby nawet nie marzyła, że kiedykolwiek znów coś nas będzie łączyć. Pamiętam swoją złość, pomieszaną z ulgą, gdy się przebudziła. Byłem wtedy przekonany, że mnie zdradziła, kompletnie zaślepiony egoizmem i chorą dumą. Może gdybym wysłuchał jej wyjaśnień na samym początku, to wszystko potoczyłoby się zupełnie innym torem. Nie byłoby żadnych ataków, ofiar, cierpienia, a my już dawno bylibyśmy małżeństwem.
Przymykam zmęczone powieki. Nie ma co gdybać. Prawda jest taka, że teraz to ja ją zdradziłem i w pełni zasługuję na nienawiść z jej strony. Przez cały czas ją okłamywałem, zniszczyłem nasz związek. Czuję ukłucie bólu w okolicy piersi. Jestem odpowiedzialny za wszystko, co się między nami popsuło.
Chciałbym jej to jakoś wynagrodzić. Pokazać, że zrozumiałem swoje błędy, lecz nie mam pojęcia jak to zrobić, nie pogarszając sytuacji jeszcze bardziej. Nie chcę już nigdy więcej ranić Alex, szczególnie teraz, gdy jest w ciąży. Ona i dziecko zasługują na wszystko co najlepsze. Koniec z łzami i cierpieniem.

Harry
Schodzę schodami, a echo moich kroków niesie się po całym domu. Zupełnie jakby nie było tu żywej duszy. A tak naprawdę jest tu jeszcze więcej ochroniarzy niż kiedykolwiek. Od śmierci Zayna minęły dwa dni, ale cały czas panuje to samo zamieszanie. Colin gorączkowo szuka wyjaśnienia, nie rozumie jak to możliwe, że w naszym domu - który był naszym azylem - doszło do morderstwa. Mnie raczej zastanawia, dlaczego ofiarą został własnie Malik, skoro na celowniku od razu była Alex i Louis. Chcą odwrócić naszą uwagę? To wydaje się najbardziej prawdopodobne...
Nagle moje przemyślenia przerywają dźwięki, biegnące z końca korytarza. Marszczę brwi. Myślałem, że jestem tutaj sam.
Idę więc w kierunku, z którego dochodzi hałas. Z każdym krokiem słyszę go coraz wyraźniej, aż w końcu rozpoznaję znajome głosy. Zbliżam się do kuchni i przez lekko uchylone drzwi dostrzegam Holly i Nialla.
Dziewczyna płacze.
- Nie możemy im teraz powiedzieć... - szlocha.
Widzę jak Niall obejmuje ją w pasie.
- Musimy być z nimi szczerzy.
- Ale jeszcze nie teraz. Dopiero co umarł Zayn, Alex jest w szpitalu, a ja mam im powiedzieć, żeby szykowali się na ślub? Nie ma mowy.
Na wzmiankę o ślubie niemal przewracam się na dzielące nas drzwi. Ślub? Nawet nie wiedziałem, że Niall spotyka się z Holly. Znaczy podejrzewałem coś. A raczej to Alex podejrzewała i opowiadała mi jaką piękną się parą. Tyle, że ja na to wszystko patrzyłem przez palce. Wiem jakie są dziewczyny i jaką mają tendencję do wyolbrzymiania rzeczywistości. Już widzę spojrzenie wyższości u Collins, gdy się o tym dowie.
Jeżeli w końcu zdobędę się na odwagę, żeby pójść do tego pieprzonego szpitala.
- Musimy przełożyć uroczystość - słyszę głos Holly - Nie chcę przeżywać tego dnia w smutku. Mamy mnóstwo czasu, możemy poczekać.
- W porządku - głos Horana jest łagodny - Ale gdy tylko to wszystko się skończy, nie będzie już żadnych wymówek. Od razu prowadzę cię do kościoła.
Holly śmieje się cicho.
- Mam taką nadzieję.

Louis
- Panie Tomlinson?
Czuję jak ktoś szturcha mnie w ramię. Otwieram w końcu oczy, wciąż zaspany. To pielęgniarka. Uśmiecha się życzliwie.
- Pana narzeczona się wybudziła. Chciała pana widzieć.
Marszczę brwi. Narzeczona? Dopiero po chwili dociera do mnie, że chodzi o Alex. Powiedziała pielęgniarce, że jesteśmy narzeczeństwem? Może jestem szczeniacki, ale to sprawia, że buduje się we mnie nadzieja.
- A co z dzieckiem?
- Jest już dużo lepiej. Wszystko powinno wkrótce wrócić do normy. A teraz niech pan do niej szybko idzie.
Kiwam głową i zrywam się szybko z krzesła. Dopiero teraz czuję ból w plecach i karku. Szpitalne krzesła są strasznie niewygodne. Koło drzwi do sali widzę śpiącą Victorię. Zdejmuję z siebie kurtkę i okrywam dziewczynę. Wiem, co czuje i jak się martwi. Współczuję jej. Zachowywałbym się tak samo, gdyby coś takiego przydarzyło się którejś z moich sióstr.
Wchodzę do sali Alex i niemal od razu napotykam błękit jej oczu. Jest potwornie blada i jakby chudsza, co wydaje się dziwne, bo leży tu zaledwie dwa dni. Na jej twarzy widać cienie od zmęczenia, ale i bólu. Wygląda naprawdę mizernie.
- Jak się czujesz? - pytam, zajmując miejsce obok jej łóżka.
- Jest lepiej, mam jeszcze podwyższoną temperaturę, ale to nic poważnego - zapewnia z uśmiechem. Mam wrażenie, że nawet uśmiech wymaga od niej ogromnych nakładów sił.
- Rozmawiałem przed chwilą z pielęgniarką o stanie dziecka...
- Właściwie po to cię zawołałam. Chce ci coś pokazać.
Wolno, ale z determinacją sięga do szafki obok łóżka i coś z niej wyciąga. Wręcza mi jakąś podłużną kartkę. Szybko domyślam się co to jest, więc biorę od niej USG. Po chwili patrzę już na nasze małe dziecko. Naprawdę malutkie. Moja kruszyna. Nie potrafię powstrzymać uśmiechu.
- Wiadomo jakiej będzie płci? - pytam.
Alex kręci głową.
- Jest jeszcze za wcześnie.
- Czuję, że to będzie dziewczynka - mówię radośnie.
Dziewczyna uśmiecha się w lekko zadziorny sposób.
- A ja, że chłopiec.
- Myślisz? Tobie łatwiej to wyczuć, jesteście jak na razie... jednością.
Teraz już wybucha śmiechem. Co ja wygaduję?
- To może mały zakładzik? - proponuję.
- Mamy się zakładać o nasze dziecko? - pyta, a ja wyczuwam łagodną naganę w jej tonie.
- O jego płeć. Zwycięzca wybiera imię.
Dziewczyna zastanawia się dłuższą chwilę. Potem kiwa głową.
- Zgoda.
Znów wracam do zdjęcia USG. Naprawdę czuję, że to będzie córka. Niemal widzę jej malutkie rączki i ciemne włoski. I to jak będę się martwił i denerwował, gdy zacznie interesować się chłopcami. Widzę jej niebieskie oczy po Alex. Nie potrafię powstrzymać uśmiechu.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło - słyszę.
Patrzę zaskoczony na Alex. Wygląda na lekko zmieszaną.
- Nie wiedziałam... jak zareagujesz na wieść o dziecku. Bałam się, że...
- Że co?
- Że się wkurzysz. Wiem to głupie, ale to było silniejsze ode mnie. Oboje wiemy jak ważny jest ojciec i jak ciężko jest bez niego. Nie chcę, żeby i nasze dziecko się o tym przekonało.
Odkładam zdjęcie z powrotem na szafkę. Patrzę dziewczynie prosto w oczy.
- Nie zostawię was Aly. Tworzymy rodzinę.
W tym momencie próbuję splątać nasze palce, ale niemal natychmiast Alex zabiera rękę.
- Chodzi mi wyłącznie o dobro dziecka - chłód w jej głosie mrozi do szpiku kości.
Zrozumiałem przekaz. Nadal czuje się zraniona, a rozmawia ze mną jedynie ze względu na ciążę. Muszę przyznać, że to i tak wspaniałomyślne z jej strony.
Zażenowany opadam na oparcie krzesła. Niemal widzę jak rośnie między nami mur, który bardzo trudno będzie obejść.
- A co z nami? - pytam i równocześnie zdaję sobie sprawę, jak żałośnie to zabrzmiało.
Alex kręci głową.
- Proszę cię przestań. Nie ma już żadnych nas.
Boli. Cholernie boli.
A jeszcze gorsza jest świadomość, że nie mogę mieć do niej o to pretensji.
- Rozumiem - mówię i wstaję, chcąc jak najszybciej opuścić salę - Ale nie skreślaj mnie tak szybko.
Widzę, że ona też cierpi. I to sprawia, że jest mi jeszcze gorzej.
- Louis to nie tak... nie skreślam cię. Po prostu myślę, że będzie lepiej jeżeli będziemy się przyjaźnić - mówi, a mi aż ręce opadają.
Patrzę na nią jak na głupią.
- Przyjaźnić? Do diabła, kocham cię nad życie, mieliśmy się pobrać, będziemy mieli dziecko, a ty chcesz, żebym o tym wszystkim zapomniał i tylko się z tobą kolegował?
- A jak inaczej ty sobie to wyobrażasz? - widzę, że zaczynają puszczać jej nerwy.
- Dobrze wiesz, czego chcę - przypominam.
- Ale ja nie chcę - mówi cicho - Louis, nie będziemy już razem. Już i tak za długo to ciągnęliśmy.
Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu to mówi.
- Żałujesz?
Mruga zdziwiona.
- Czego?
- Wszystkiego. Tego, że próbowaliśmy albo, że jesteś w ciąży?
- Nigdy nie będę żałowała ani jednego ani drugiego. Po prostu nie chcę już żyć w kłamstwie Louis. Po tym jak dowiedziałam się, że moja matka od początku ci płaciła... Nie jestem w stanie ci tego wybaczyć. Dla mnie to najgorsza zdrada jakiej mogłeś się dopuścić.
Patrzę na nią oniemiały. Wydaje się taka pewna w tym wszystkim. Dlaczego ona zaakceptowała już nasze rozstanie, mimo że ja nadal jestem w rozsypce?
Nie mogę dać za wygraną.
- Przeżyliśmy wiele dobrego. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny nawet Sty...
I nagle mnie olśniewa. To przecież bardzo proste. Byłem idiotą, że wcześniej o tym nie pomyślałem.
- Chodzi o niego, prawda? - pytam ściszonym głosem.
Mina Alex mówi sama za siebie. Czuję jak rośnie we mnie złość i zazdrość. Mój najlepszy przyjaciel odebrał mi narzeczoną.
- Jak długo to trwa?
Teraz już wygląda na zbitą z tropu.
- Co trwa?
- Jak długo mnie z nim zdradzasz?
Jej oczy szerzej się otwierają.
- Zwariowałeś? Nigdy nie zniżyłam się do twojego poziomu!
Jej słowa sprawiają, że aż cały się gotuje. Wiem, że powiedziała to specjalnie, żeby zadać mi ból. I chociaż nie chce się z nią kłócić to słowa same lecą z moich ust.
- A może to dziecko nie jest moje - mówię.
Widzę, że Alex słowa grzęzną w gardle. Sam nie wierzę, że to powiedziałem. Obiecałem sobie, że więcej jej nie zranię, ale emocje wzięły górę. Przecież wiem, że nie zdradzała mnie z Stylesem. Znam ją. Chociaż kto wie, jak bardzo ten dupek nią zmanipulował.
- Wyjdź stąd - syczy.
- Dlaczego go tu nie ma, co? Tak bardzo mu na tobie zależy, a nawet nie raczył tu przyjechać.
- Przestań!
- Może jednak mu nie zależy. Alex ja znam go lepiej niż ty. Pobawi się tobą jak zabawką, a następnie zostawi.
- Wynoś się stąd Louis! - krzyczy - Nie wierzę w żadne twoje słowo!
Zaciskam ręce na oparciu w nogach jej łóżka. Mam ochotę w coś przywalić, ale staram się nad sobą panować.
- Nie wierzę, że niszczysz wszystko co nas łączy dla tego skurwysyna! - krzyczę.
Jednak nie za bardzo wychodzi mi panowanie nad sobą.
- To ty wszystko zniszczyłeś! Swoimi ciągłymi kłamstwami i tajemnicami. Jak mogę być z kimś, komu nie mogę zaufać?
Już chcę jej odpowiedzieć, gdy nagle drzwi sali otwierają się gwałtownie. Staje w nich Victoria.
- Uspokójcie się, słychać was na całym oddziale - gani nas - Louis, chyba lepiej będzie jak już pójdziesz.
Nie zamierzam nigdzie iść. Muszę wszystko wyjaśnić z Alex.
- Vicky ma rację - mówi Alex, a ja piorunuję ją wzrokiem - Idź już.
Chcę protestować, ale widząc uparte spojrzenie brunetki, ostatecznie kiwam głową. Opuszczam salę, głośno trzaskając drzwiami.
Jestem zdenerwowany, ale i zdeterminowany. Alex może sobie mówić co chce, nie odpuszczę.
Ta dziewczyna jeszcze będzie moja.

Harry
Zamykam oczy. Rzeczywistość wokół znika, w moich myślach jest tylko ona. Olśniewająca jak zawsze. Skanująca mnie tymi niespokojnymi niebieskimi oczami.
Potem spoglądam na wyświetlacz telefonu.

Odbiorca: Harry
Nadawca: Vicky 
Ona cię potrzebuje, przyjedź jak najszybciej do szpitala.  

Wiem, że mnie potrzebuje. Ale nie mogę zdobyć się na to, żeby tam pojechać. Alex i Louis będą mieli dziecko. Jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu aby znów się nie zeszli, chociażby dla dobra maluszka. Nie wiem czy będę potrafił na to patrzeć. Szczególnie, że pamiętam jak dziewczyna cierpiała. Przychodziła do mnie się wyżalić i wypłakać. Mi to pasowało, bo miałem ją blisko siebie i w dodatku mogłem pomóc. Jestem pewien, że teraz będzie inaczej. I to mnie przeraża. Nie wyobrażam sobie przyszłości bez niej. Nie wyobrażam sobie też aby tworzyła z Louisem kochająca się rodzinę. Nie po tym, co się wydarzyło.
Ale wiem, że to jest jej decyzja. I będę musiał ją zaakceptować. W końcu się przyjaźnimy.
Spoglądam znów na wyświetlacz. Pamiętam moment, gdy pierwszy raz zobaczyłem Alex. Była kelnerką w jakimś tanim barze dla pijaków. Wtedy kupiła jedzenie dwóm dzieciakom, mimo, że sama nie miała grosza przy duszy. Zrobiło to na mnie wrażenie. Widziałem w niej kogoś bardzo wartościowego. Z czasem tylko się w tym utwierdzałem. Aż w końcu mój zachwyt zamienił się w uzależnienie.
Tak, uzależniłem się od Alexandry Collins. Jest moim własnym narkotykiem. I wcale nie chcę wychodzić z tego nałogu. Jest mi w nim dobrze.
Zrywam się z łóżka. Muszę odwiedzić ją w szpitalu i zobaczyć czy jest już lepiej. Muszę się z nią widzieć nawet jeżeli zamierza wyjść za tego głupka.
Nie zostawię jej. W końcu uzależniony człowiek nie może żyć bez swojego narkotyku.

Alex
Gdy w końcu się budzę, widzę go. Siedzi obok mnie. A jego ciepłe palce są splątane z moimi. Wpatruje się we mnie, lecz myślami jest gdzieś bardzo daleko. Chyba nawet nie zauważył, że już nie śpię.
- Czekałam na ciebie - szepczę zachrypniętym głosem.
Harry wraca na ziemie i uśmiecha się łagodnie.
- Wiem skarbie - Jego głos też jest zachrypnięty, ale w o wiele seksowniejszy sposób. - Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej. Nie chciałem po prostu przeszkadzać tobie i Louisowi.
Na dźwięk tego imienia krzywię się mimowolnie. Harry od razu to wychwytuje i zaciska mocniej moją rękę.
- Jesteś na mnie zły?
Chłopak marszczy brwi.
- Dlaczego miałbym być?
Spuszczam speszona wzrok. Może to głupie, ale muszę wiedzieć.
- Przez ciążę.
To serio głupio brzmi.
- Alex żartujesz sobie? Cieszę się, że będziecie mieli dziecko. To wspaniałe.
On nawet teraz gra dobrego przyjaciela. I w zasadzie uwierzyłabym w ten jego szeroki, filmowy uśmiech gdyby nie oczy, które zdradzają wszystko.
- Powiedziałam mu, że to nic nie zmienia.
Teraz nic nie mogę już rozszyfrować z jego twarzy. Wpatruje się we mnie dłuższą chwilę i kreśli kółka na mojej dłoni.
W końcu się odzywa.
- To są wasze sprawy.
Znów jest tym pieprzonym przyjacielem.
Kręcę głową.
- Harry... - zaczynam niepewnie - Ja też chcę czegoś więcej. Może nie od razu, bo jest dużo za wcześnie. Ale jeżeli będzie to szło powoli i jeśli będziesz oczywiście chciał... - zaczynam się plątać we własnych słowach.
Harry patrzy na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Widzę, że nie rozumie o co mi chodzi. Uśmiecham się do niego.
- Mówiłeś, że całowanie pijanej dziewczyny się nie liczy - przypominam - A dziewczyny z gorączką?
Dopiero teraz chłopak załapuje o co mi chodzi. Początkowo jest zaskoczony, ale po chwili na jego twarzy pojawia się ten piękny uśmiech.
- Muszę spróbować.
Nachyla się nade mną, wciąż nie puszczając mojej dłoni. Drugą rękę kładzie na moim policzku. Uwielbiam jego dotyk, jest taki delikatny. A jeszcze wspanialsze są te zielone oczy. Wpatrujące się we mnie w taki sposób, że... Nie wytrzymuję i to ja łączę nasze usta. To bardzo czuły, ale i pełen pożądania pocałunek. Oboje jesteśmy siebie spragnieni. Zdecydowanie za długo nie wiedziałam, czego chcę. Błądziłam w wyobrażeniach o perfekcyjnym Louisie. Mówiłam sobie, że to jedyny mężczyzna w moim życiu. Ale to nieprawda. Kocham go, ale tak, jak kocha się piękne wspomnienia. Louis jest moją przeszłością. Za to Harry.
Harry Styles to moja teraźniejszość.
Czas pokaże czy będzie również przyszłością.


***
Dawno nie było rozdziału przez co zmieniłam trochę koncepcję na fabułę. Jak widać Louis trochę sfiksował, a Harry został narkomanem. A tak poważnie, to trochę się pozmieniało. Mam nadzieję, że wszystko przypadnie wam do gustu :)
Pozdrawiam! xoxo





8 komentarzy:

  1. Jejku tak się ciesze że Alex I dziecku nic się nie stało. Rozdział jest genialny. Wyobrażałam sobie ten rozdział troche inaczej ale też wyszedł tobie fajnie. Alex nie może być z Harry'm ona pasuje to Louis'a

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest! nareszcie jak ja cię kocham. Jezu niech ona będzie z Lou niech Liam w końcu zginie i niech będzie happy end Alex i Lou. Ploooosiem

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto! No normalnie odlot! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Zależy kiedy ci przypadają ferie xd
      Tak serio, to postaram się dodać niedługo. Na razie w stu procentach skupiam się na poprawianiu ocen

      Usuń
    2. Chodziło mi o twoje ferie bo wiesz ja tu co miesiąc wchodzę i patrzę czy jest rozdział więc pytam czy napiszesz coś w ferie i nie ważne kiedy je mam bo to ty masz to napisać. Jezu sama się już gubię może dlatego że jest 2.30? Db nieważne ucz się dziecko ucz poprawiają czy co tam innego robisz ale Alex ma być z Lou...😆

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie Alex i Louisssss 😍😍😍😍😍😍😍

      Usuń